Konwencja stambulska – czemu jest nam potrzebna? 

Pewna kobieta, nazwijmy ją Ewa, na co dzień zajmuje się domem. Dba o dzieci. Sprząta. Robi zakupy. Pierze. Gotuje. Odprowadza i przyprowadza dzieci do i ze szkoły (Ania – lat 8 i Krzyś – lat 10). Pani Grażynka z warzywniaka, zapytana o tę właśnie klientkę, mówi, że zawsze uśmiechnięta, zagada. Nauczycielki w szkole dzieci potwierdzają, że sympatyczna, bardzo dba o dzieci. Gdy zbliża się godzina 18, godzina powrotu męża (nazwijmy go Adam) z pracy, uśmiech z twarzy znika, Ewie zaczynają się trząść ręce. W głowie robi szybką listę: obiad ugotowany, zakupy zrobione, dzieci z odrobionymi lekcjami, itp. Tuż po godz. 18 do domu wchodzi Adam, z hukiem zamyka drzwi. Pierwsza myśl Ewy: „Mam nadzieję, że dziś nie znajdzie powodu…”. Adam siada do stołu, Ewa podaje mu obiad. Wcześniej tylko burknął „cześć” na przywitanie. Je. Mielone i ziemniaki. Ewa specjalnie dziś jechała do tego mięsnego na drugim końcu miasta, bo Adam uważa, że mięso stamtąd jest najlepsze i z niego wychodzą najlepsze mielone. Bo takie zawsze robiła jego mama. Ale niestety Ewie nigdy nie wychodzą takie jak u teściowej. Niestety… Dziś też jej nie wyszły, choć są pyszne, dzieci mówiły. Po kilku kęsach Adam odsuwa talerz. Ewa opuszcza wzrok na talerz. Nic nie mówi. Każdy niepotrzebny dźwięk może wywołać lawinę. W ciszy przy stole siedzą również dzieci. Ciszę przerywa Adam:

– Znów te kotlety są za twarde. Nigdy nie nauczysz się ich robić. Moja mama robi najpyszniejsze. A Ty? Skoro nie umiesz zrobić nawet prostych kotletów, to do niczego się nie nadajesz. Ależ Ty głupia jesteś. Po co ja się z Tobą żeniłem. Jesteś kulą u mojej nogi. Zobacz jaki chlew tu dookoła. Jak Ty tak możesz żyć, wieśniaro? I jak Ty wyglądasz? Jak Cię poznałem to byłaś ładna, a teraz? Tłusta krowa… Nie chce mi się nawet z Tobą gadać.

Adam wstaje od stołu. Siada przed telewizorem i zaczyna coś oglądać. Ewa wyciera łzy z kącików oczu, smutno uśmiecha się do dzieci i mówi im, że mogą pójść się bawić. STOPKLATKA.

Albo inaczej.

Pewna kobieta, nazwijmy ją Sylwia, wykształcona dziewczyna, z dobrą posadą, poznaje Roberta, przystojnego, menadżera wyższego szczebla. Robert obiecuje jej złote góry, zamki, życie jak w Madrycie, brylanty, wycieczki, wszystko czego tylko zapragnie byleby była jego, oddała mu się całkowicie, on będzie pracował, a ona ma tylko „pachnieć” w domu. Sylwii podoba się takie nadskakiwanie. Nikt nigdy jej tak nie traktował. Zakochuje się. Wszystko dzieje się szybko: ślub, wesele, rajska podróż poślubna, pierwsze dziecko, drugie dziecko. Robert coraz rzadziej bywa w domu. Pracuje. Zarabia pieniądze. Sylwia opiekuje się dziećmi. Złotych gór brak, zamiast tego coraz więcej samotnych wieczorów i wyjazdów z rodzicami lub teściami. Dzieci dorastają, idą do szkoły. Sylwia postanawia zadbać o siebie. Chce wrócić do pracy. Kiedyś była wziętą księgową. Kilka lat minęło ale dokształci się trochę i może uda jej się wrócić do zawodu. Dzieci już podrosły, chodzą do szkoły. Nic nie stoi na przeszkodzie. Postanawia podzielić się swoim pomysłem z Robertem. Ten wpada we wściekłość:

– Twoje miejsce jest w domu! W dupie ci się poprzewracało. Żyjesz jak pączek w maśle i zaczynasz wybrzydzać. Myślisz, że ktoś cię przyjmie do pracy?! Z czym do ludzi? Głupia jesteś. Po moim trupie. Masz się domem zajmować. A jak Ci się nie podoba, to zaraz odetnę ci dostęp do pieniędzy. Żyjesz za moje pieniądze i zaczynasz wymyślać. Do garów! Miejsce kobiety jest w kuchni. I powinna mieć tylko taki łańcuch, żeby mogła do salonu się ruszyć żeby podać mężowi piwo… Pracy się zachciało…

Sylwia spuszcza wzrok, ociera łzy, wychodzi po cichu. STOPKLATKA

Powyższe historie to nie sceny z filmu. Opisują psychiczną przemoc domową. W pełnej istocie. Niestety nie wymyśliłam ich na potrzeby tego tekstu. One się zdarzyły. W moim otoczeniu.  One się zdarzają w otoczeniu każdej/każdego z nas. Tylko czasami nie chcemy tego widzieć. Bo to nie nasza sprawa. Bo to dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Bo to nas nie dotyczy. Czy na pewno?

Czym jest przemoc domowa?

Wielu zada sobie takie pytanie. Podaję za Wikipedią: „zjawisko społeczne zachodzące, gdy członek rodziny, mąż, żona lub inna osoba wspólnie zamieszkująca lub gospodarująca próbuje zdominować fizycznie lub psychicznie drugiego partnera, dzieci, rodziców, dziadków, teściów itp., używając przewagi fizycznej, gróźb, szantażu, w celu zranienia moralnie lub fizycznie.” Co to oznacza w rzeczywistości? Celowe zadawanie bólu i cierpienia bliskiej osobie, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Przemoc dzielimy na psychiczną (słowne ubliżanie,  grożenie, upokarzanie przy innych, izolowanie, nękanie), ekonomiczną (odcinanie od źródła dochodów), seksualną (zmuszanie do seksu, gwałty małżeńskie) i fizyczną.

Garść statystyk:

  • Według Amnesty International przemoc domowa wobec kobiet to najczęściej zgłaszane przestępstwo.
  • Według Policji (procedura Niebieskiej Karty): w 2019 roku odnotowano ponad 88 tys. ofiar przemocy w rodzinie. Kobiety (ponad 65 tys.) stanowiły 73,8 proc. wszystkich ofiar przemocy domowej. Mężczyźni stanowili 91 proc. wszystkich osób podejrzewanych o przemoc.
  • Z raportu CBOS dot. przemocy w rodzinie za 2018 r. wynika, że 22 proc. badanych zna osobiście lub z widzenia co najmniej jedną kobietę bitą przez męża lub partnera. 12 proc. kobiet deklaruje, że były bite przez swoich mężów lub partnerów. 6 proc. zadeklarowało, że takie zdarzenia miały miejsce wielokrotnie. 8% mężczyzn uważa, że stosowanie przemocy wobec kobiet w pewnych okolicznościach może być usprawiedliwione. 47% ankietowanych uważa, że należy wprowadzić zmiany w przepisach prawa, aby zapewnić kobietom właściwą ochronę przed przemocą w rodzinie.
  • Według raportu Centrum Praw Kobiet: na skutek zabójstwa w rodzinie, pobicia ze skutkiem śmiertelnym oraz w wyniku samobójstw wywołanych przemocą domową ginie w Polsce rocznie 400 kobiet. Sprawcami zazwyczaj są partnerzy.

W Polsce przemoc domowa jest zjawiskiem powszechnym i dotyczy wszystkich warstw społeczeństwa, a nie tylko środowisk patologicznych. Te dane ze względu na ich specyfikę i wewnętrzny opór przed ujawnieniem należy traktować jako wierzchołek góry lodowej, wyznaczający dolną granicę skali tego zjawiska.

O co chodzi z tą Konwencją Stambulską?

Wbrew memowi, że „żaden Turczyn nie będzie pluł nam w twarz” (skądinąd śmiesznemu), Konwencja Stambulska, czyli Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (inaczej Konwencja Antyprzemocowa) nie dotyczy jakiegokolwiek wpływu dawnego Imperium Bizantyjskiego na suwerenność Polski. Dokument, otwarty do podpisu 11 maja 2011 r. w Stambule, stwarza ramy dla prawnego przeciwdziałania wszelkim formom przemocy wobec kobiet na poziomie europejskim, a także zapobiegania, ścigania i likwidowania przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej.

Konwencja uznaje przemoc wobec kobiet za działanie ze względu na płeć i uznaje, że przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są spychane na podległą wobec mężczyzn pozycję. Konwencja uznaje, że kobiety i dziewczęta są narażone na przemoc ze względu na płeć bardziej niż mężczyźni i chłopcy, ale ma być zastosowana do wszystkich ofiar przemocy domowej, niezależnie od płci.

Konwencja Stambulska zobowiązuje państwa, które ją ratyfikowały, do zwalczania wszelkich form przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Każdy z przepisów Konwencji ma na celu zapobieganie przemocy, pomoc ofiarom i zapewnienie, by sprawcy stanęli przed obliczem wymiaru sprawiedliwości. Konwencja podchodzi do zjawiska przemocy kompleksowo. Wskazuje, jakie kroki i działania należy podjąć, żeby ograniczyć skalę tego zjawiska, a także jakie kroki podjąć, gdy do przemocy już doszło. Do zadań prewencyjnych należy m.in. prowadzenie działań edukacyjnych, działania interwencyjne obejmują m.in. szkolenie urzędników, funkcjonariuszy, sędziów i prokuratorów, a także tworzenie przepisów prawnych i szerokiej oferty wsparcia dla osób pokrzywdzonych.

Co nam daje Konwencja?

Każda kobieta jest dzięki niej traktowana jak pełnoprawna obywatelka i musi być chroniona przez prawo. Konwencja zabrania: przemocy psychicznej, fizycznej, seksualnej, gwałtów, molestowania seksualnego, nękania, okaleczania żeńskich organów płciowych, zmuszania do małżeństw, zmuszania do aborcji i sterylizacji. Konwencja gwarantuje, że takie czyny są przestępstwem i muszą być karane. Policja musi zainterweniować i podjąć kroki prawne wobec sprawcy. Rząd musi zapewnić schronienie ofiarom oraz prowadzić całodobowe bezpłatne infolinie pomocowe. Konwencja nie podważa w żaden sposób faktu, że mężczyźni również padają ofiarami przemocy domowej, a wręcz zachęca państwa do stosowania jej przepisów do wszystkich ofiar przemocy domowej: kobiet, mężczyzn, dzieci czy osób starszych. Konwencja podkreśla, że przemoc wobec kobiet i przemoc domowa nie mogą być dłużej uważane za sprawy prywatne, ale że państwa mają obowiązek, poprzez kompleksowe i zintegrowane polityki, zapobiegać przemocy, chronić ofiary i karać sprawców. Przyjmując Konwencję, Polska zobowiązała się do zmiany swojego prawa, wprowadzenia praktycznych rozwiązań i przeznaczenia zasobów finansowych na rzecz całkowitego braku tolerancji dla przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Zapobieganie i zwalczanie takiej przemocy nie jest już kwestią dobrej woli, ale prawnie wiążącym zobowiązaniem.

A co z polskim prawem?

Art. 207 Kodeksu karnego przedstawia prawną definicję znęcania się w rodzinie i jej skutki prawne:

  • 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Przestępstwo znęcania się jest ścigane z urzędu. Oznacza to, że za każdym razem, kiedy organy ścigania dowiedzą się, że zostało popełnione, powinny prowadzić postępowanie karne. Aby można było przypisać sprawcy znęcanie się i w konsekwencji go skazać, muszą istnieć dowody na to, że w pewnym okresie sprawca dopuścił się wielu różnych czynów. Aby ustalić, że doszło do przestępstwa ściganego z art. 207 k.k., trzeba udowodnić, że czyny powtarzały się, że znęcanie się trwało jakiś czas i że poszczególne działania sprawcy mają ze sobą związek. Jeżeli do organów ścigania dotrze informacja wyłącznie o jednym z czynów sprawcy, może być ono zakwalifikowane jako inne przestępstwo.

Najczęściej mamy do czynienia z taką sytuacją, kiedy ofiara przemocy po jednym z pobić decyduje się zrobić obdukcję, która opisuje uszczerbek na zdrowiu jako lekki (to taki, kiedy sprawca powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż siedem dni), a policja, na podstawie obdukcji, uznaje czyn sprawcy za przestępstwo spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 157 § 2 k.k.). Przestępstwo to jest ścigane z oskarżenia prywatnego. W praktyce oznacza to, że jeżeli ofiara nie podkreśli, że takie czyny się powtarzają, a policja nie dopyta o inne czyny sprawcy, postępowania karnego z dużym prawdopodobieństwem w ogóle nie będzie. Ofiary niezwykle rzadko decydują się na składanie w takich przypadkach prywatnych aktów oskarżenia. Z tego powodu policjanci bardzo często od razu informują ofiarę, że nie ma sensu składać zawiadomienia, bo nie jest to przestępstwo ścigane z urzędu, i odsyłają ją do domu. Podobnie zdarza się w przypadku, gdy ofiara przemocy domowej, przynosi policji materiał stanowiący nagrania, na których utrwalono, że sprawca grozi np. pobiciem, nie podkreślając, że takie zachowania mają miejsce częściej i stanowią formę psychicznego znęcania. Organy ścigania zaczynają wówczas prowadzić postępowanie w sprawie gróźb karalnych (art. 190 k.k.). Groźby karalne są przestępstwem ściganym na wniosek, zagrożonym niższą karą niż znęcanie.

Zatem większość czynów przemocowych jest ścigane na wniosek ofiary. A ile ofiar zgłasza się na policję? Tylko ułamek niestety. Najczęściej później wycofując zarzuty ze względu na mieszkanie pod jednym dachem, przywiązanie psychiczne do sprawcy, wspólne dzieci i mając nadzieję, że będzie lepiej, że to już ostatni raz.

O co zatem tyle szumu?

Dokument, podpisany przez Polskę w 2012 roku i ratyfikowany w 2015, ma chronić kobiety przed wszelkimi formami dyskryminacji i przemocy, w tym przemocy domowej, zobowiązując państwa do prowadzenia działań mających na celu przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet, karanie sprawców i ochronę ofiar, również przez zagwarantowanie im specjalistycznej pomocy. Konwencja zawiera także zapis mówiący o tym, że przemoc nie może być usprawiedliwiana tradycją i religią.

17 lipca 2020 r. na antenie Telewizji Trwam, ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Marlena Maciąg, zapowiedziała działania zmierzające do wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej. Takie same deklaracje składa na Twitterze wiceminister Sprawiedliwości Marcin Romanowski.

Konwencji zarzucane jest m.in.:

– zobowiązanie państw do wykorzenienia tradycji, co w przekonaniu rządu rodzi uzasadnione podejrzenie zamachu na naszą cywilizację,

– nakaz prowadzenia edukacji antyprzemocowej, która powinna mieć charakter strukturalny, czyli zamach na prawa rodziców,

– szerzenie ideologii gender.

Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, stworzył raport, w którym zamieścił odpowiedzi na niektóre najczęściej pojawiające się w debacie publicznej pytania dotyczące Konwencji w zakresie m.in. odniesień do kwestii religii, definicji „płci społeczno-kulturowej”, zagrożenia dla rodzin, odniesienia się do kwestii orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. Rzecznik wskazał, że Konwencja pozytywnie wpłynęła na życie kobiet w całej Europie.  To właśnie dzięki Konwencji w Polsce uruchomiony został całodobowy telefon pomocy dla osób doznających przemocy. A  Sejm przyjął ustawę, która przewiduje możliwość wydania przez funkcjonariusza Policji i Żandarmerii Wojskowej sprawcy przemocy domowej natychmiastowego zakazu zbliżania się lub opuszczenia mieszkania zajmowanego wspólnie z ofiarą, gdy życie osób pokrzywdzonych jest w bezpośrednim zagrożeniu.

Dokąd zmierzamy?

Do legalizacji przemocy domowej wg standardów rosyjskich (brak karania za pierwszy akt przemocy czyli bardziej dosadnie: każde pierwsze pobicie w rodzinie nieskutkujące poważnymi obrażeniami, takimi jak utrata wzroku, słuchu, złamanie, zagrożenie zdrowia i życia, traktowane jest jedynie jako wykroczenie, a nie, jak wcześniej, przestępstwo)? W imieniu obrony „polskiej, tradycyjnej rodziny”, co w narodowym dyskursie oznacza rodzinę lepszą i wolną od przemocy. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Historia rosyjskiej ustawy i braku podpisania wspomnianej konwencji jest o tyle pouczająca, że widać już jej skutki. W Rosji co 40 minut z rąk partnera ginie kobieta. To są standardy, do których dążymy? Ja mówię stanowcze NIE. I Wam również to zalecam.

Autor: Kasia Wdowiak- Woźny

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial