Wielkanoc i nie tylko w dobie pandemii.

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami. Ludzie szykują pyszności na święta. Są wśród nas wierzący i niewierzący. Nie ma to jednak znaczenia. Niezależnie od wiary – większość z nas obchodzi święta Wielkanocne jako święto kościelne bądź jako zwyczaj. Jest to czas spotkań z bliskimi, wyciszenia się, spokoju, kontemplowania wiary bądź po prostu czas wolny. Kilkanaście dni temu rozpoczęła się astronomiczna wiosna. Wiosna to czas nadziei. Czas kiedy przyroda budzi się do życia. Czas, kiedy my razem z tą z przyrodą budzimy się z zimowego letargu. Zrzucamy ciężkie zimowe odzienie, wyciągamy z szafy lżejsze, bardziej kolorowe ubrania, częściej wychodzimy na zewnątrz. Pogoda za oknem skłania ku temu, wręcz zachęca. Ale w tym roku nie jest nam dane korzystanie w pełni z dobrodziejstwa natury, z wiosny za oknem, ze słonecznych dni, ze świąt. Można powiedzieć, że świat zwolnił, a my razem z nim.

Od kilku tygodni duża część z nas z powodu zagrożenia epidemiologicznego pracuje w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Czas kwarantanny wymusił na nas zmiany. Część z nas ma pracę zdalną (np. ja) – przenieśliśmy nasze mini biura do domu. Część z nas wykonuje swoją pracę rotacyjnie – pojawiamy się w biurze co kilka dni żeby wykonać co do nas należy, pełnimy dyżury, a resztę pracy wykonujemy zdalnie z domu. Część z nas (ze względu na charakter pracy) nadal tkwi na posterunku – w biurze, w terenie, w lesie… Ale każdy z nas ma świadomość tego, że coś się zmieniło. I nie wiadomo jak długo to potrwa. Rząd wprowadza kolejne obostrzenia związane z poruszaniem się, powodami wychodzenia z domu. A my czujemy się sfrustrowani, stłamszeni, wyobcowani, zamknięci.

Z natury należę do osób pozytywnie patrzących na życie, widzących szklankę do połowy pełną, robiących coś na przekór, walczących ze swoimi słabościami i ograniczeniami.  Ot, optymistka! Ale kilka dni temu i mnie dopadł kryzys. Obudziłam się rano, kolejny dzień w domu (26-ty…) ze świadomością, że kolejny dzień zapowiada się dokładnie tak samo jak 25 poprzednich… I coś we mnie pękło. Łzy popłynęły same. Łzy oczyszczenia. Bo jest w nas niemoc. Bo jest w nas bezsilność w walce z tym paskudztwem, które krąży wokół nas. I wtedy okazało się, że najważniejsze to mieć wokół siebie dobrych ludzi, dobre dusze, do których możesz się zwrócić ze swoim problemem. I ja takie dobre dusze mam wokół siebie. Kilka rozmów telefonicznych (z moim wyciem i dmuchaniem nosa w tle), kilka rozmów przez wszelkiej maści komunikatory, kilka dobrych słów w mediach społecznościowych i jakbym dostała nowej energii. Dlatego chciałam powiedzieć Wam, żebyście się nie łamali. Każdego z nas może dopaść gorszy dzień. Nie walczcie z tym. Poddajcie się i poszukajcie dobrych osób wokół, które powiedzą Wam miłe słowo. Bo najważniejsze w tym dziwnym czasie są RELACJE Z LUDŹMI, budowanie poczucia wspólnoty. Najważniejsi są nasi bliscy – rodziny, przyjaciele, koledzy, znajomi z pracy ale również otaczający nas sąsiedzi i inni – nieznajomi spotkani na ulicy. Wystarczy „dzień dobry”, kilka niezobowiązujących zdań, szczery uśmiech i od razu robi się milej na sercu. Można w ten sposób komuś pomóc nawet o tym nie wiedząc.

Żeby nie zwariować w tym zamknięciu, w tej fizycznej izolacji od świata i wśród tych wszystkich zakazów i nakazów, zróbmy dla siebie coś dobrego. Wykorzystajmy ten czas na pogłębienie więzi z bliskimi, z naszymi mężami, żonami, partnerami, dziećmi. Zadzwońmy do tych osób z którymi normalnie spędzilibyśmy święta (ale ze względów bezpieczeństwa i zdrowia będziemy te święta spędzać osobno). Zadzwońmy do osób, do których mieliśmy zadzwonić 3, 6 miesięcy temu ale jakoś się nie składało. Podtrzymujmy relacje i więzi z ludźmi wokół nas pomimo braku możliwości fizycznego spotkania. Żyjmy z uważnością na innych, ale również na siebie. Korzystajmy ze zbawiennej mocy słońca – wyjdźmy na taras, balkon, otwórzmy okno w domu, wpuśćmy promienie słoneczne. „To światło odurza; czujesz się jak podczas słuchania którejś ze swoich ulubionych piosenek.  Światło jest substancją poprawiającą nastrój”, pisał amerykański alpinista Jon Krakauer, który latem 2001 roku zdobył najwyższy szczyt Antarktydy, Mount Vinson. Światło słoneczne wywiera wpływ nie tylko na nasz zegar biologiczny, ale również na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Nadróbmy zaległości w lekturze książek czy czasopism, które zalegają nam stertami na biurkach i półkach. Obejrzyjmy film, na który nigdy nie było czasu bo byliśmy tak zabiegani. Obejrzyjmy nawet cały serial złożony z 6 czy 8 sezonów. Zagrajmy w odłożoną w kąt planszówkę. Ułóżmy puzzle z dziećmi. Weźmy się za jakieś kulinarne wyzwanie – ja np. nauczyłam się piec chleb i bułki w ostatnim czasie. Posłuchajmy dawno niesłuchanych płyt i koncertów (szczególnie tych online, których teraz mnóstwo można znaleźć w internecie). Zróbmy coś dobrego dla swojego ciała – poćwiczmy nasz kręgosłup poprzez jogę, pilates czy zwykłe ćwiczenia na macie. Znajdźmy chwilę ciszy tylko dla siebie i spędźmy ten czas tak jak tylko my chcemy.

Justyna Kopińska ( http://justynakopinska.pl/) w jednym ze swoich ostatnich felietonów (już w czasie panującej na świecie epidemii) wspomniała, że „to także myśli decydują o tym, jak będziemy czuć się w kolejnych miesiącach. I jaką energię przekażemy najbliższym.” Zatem życzę Wam aby ten gorszy czas przekuć w pozytywną energię. Zrobić coś dobrego. Dla siebie. Dla innych. Żeby się nie poddawać zgodnie ze słowami naszej laureatki Nagrody Nobla – Wisławy Szymborskiej: „Czemu ty się zła godzino z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś – a więc musisz minąć. Miniesz – a więc to jest piękne”! Życie toczy się nadal, choć w nieco zmienionym rytmie. Radosnych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy!

Autorka: Kasia Wdowiak- Woźny

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial